To ja, Wilk MorskiMariusz Kołakowski 18.11.2000 , relacja z Oceanu Atlanyckiego

222.gif (5474 bytes)

Czapka, rękawice, kalesony, ciepły podkoszulek i buty zimowe nie są za zwyczaj kojarzone z wędkami, żyłkami i rybami. Ale dla małej grupy wędkarzy przygotowywanie odzieży zimowej jest początkiem bardzo rybnego sezonu zimowego. Sezon ten jest z reguły wykorzystywany tylko przez najbardziej zapalonych i z reguły uważanych za trochę nienormalnych wędkarzy. Połowy zimowe zaczynają się za zwyczaj we wrześniu, z najbardziej rybnym okresem w listopadzie, i z końcówką na początku grudnia. Oczywiście mówimy o przybrzeżnych wodach Atlantyku w północno-wschodniej części USA.
Hank, kolega z naszej wyprawyListopad w tej części świata jest stosunkowo łagodny ale tylko jeśli jesteś szczurem lądowym. Przeciętna temperatura jest około 5 stopni C ale bezlitosny wiatr robi na morzu uczucie jak by to było -15 stopni. Ten sam wiatr wzburza białe grzywacze które bezlitośnie atakują każdy statek, kuter czy łódkę opuszczającą ochronę swojego portu.
Będąc,  przez wielu ludzi, uważany jako człowiek trochę odchylony od normy zorganizowałem dniowy rejs wędkarski który się odbył 18 Listopada. Udało mi się do tego namówić czterech moich kolegów: Hank, Howard i Mike który jest właścicielem 12- metrowego kutra.
Prognoza pogody była nie najciekawsza: zero stopni z porannym wiatrem dochodzącym do 50 km/h zmniejszającym się po południu do 20 km/h. Wypłynęliśmy z portu o siódmej rano i natychmiast, przy samym końcu falochronów, wiatr i fale zaatakowały nas bezlitośnie. Warunki te zmusiły nas do zatrzymania się przy rafie znajdujących się tylko 2 kilometry od portu. Nie jest to idealne miejsce, gdyż o tej porze roku ryby czarne i bassy morskie zaczynają odpływać do głębszych łowisk które znajdują się przynajmniej dziesięć kilometrów od brzegu. Wiatr wiał około 45 km/h z falami dochodzącymi do 2,5m. Nikt na pokładzie naszego kuterka nawet nie zasugerował wypływu na otwarte morze.
Autor z bassamiPo trzech bardzo zimnych godzinach udało nam się złapać tylko dwa małe rekiny piaskowe. Jednak zgodnie z prognozą pogody wiatr robił się coraz słabszy. Po krótkim przeglądnięciu mapy postanowiliśmy ruszyć na głęboką wodę. Punktem docelowym była niemiecka łódź podwodna zatopiona w 1944 roku spoczywająca na głębokości 25 metrów około 16 kilometrów od brzegu. Po dotarciu do celu wiatr był nadal stosunkowo mocny i zarzucenie kotwicy w sposób który umieścił by nasz kuter nad samą zatopioną łodzią zajęło nam ponad godzinę.
Najpierw założyłem na haczyk kawałek małży idealną przynętę na ryby czarne i bassy morskie. Ciężarek (225 gram na żyłce mającej wytrzymałość do 7 kilogramów - 0,35mm) , uderzył metalową ścianę niemieckiej łodzi. Natychmiast poczułem atak ryby ale... spóźniłem się z zacięciem i jeszcze raz opuściłem ciężarek na pokład zatopionej łodzi. Tym razem byłem gotowy. Po szybkim zacięciu wędka zgięła się i po krótkiej walce, pierwszy bass morski wylądował na naszym pokładzie. Prawie jednocześnie John , Mike i Howard wyciągnęli z wody trzy inne bassy. Był to dobry znak. Znaleźliśmy ryby i o tej porze roku gwarantowało to parę godzin wspaniałego połowu.
Po dwóch godzinach na pokładzie leżało około dwudziestu bassów morskich i postanowiłem zmienić przynętę w celu zwabienia ryby czarnej. Niestety ani kraby ani kałamarnica nie zmieniły wyników: bass, basss, bass. Przez cały dzień udało nam się złapać tylko 3 małe ryby czarne które natychmiast odzyskały wolność. Najprawdopodobniej były one spłoszone niesamowitą liczbą żerujących bassów morskich które prawie bez przerwy atakowały każdą przynętę spuszczoną do dna oceanu. Po czterech godzinach udało nam się złapać ponad 150 ryb. Pomiędzy bassami, na pokładzie, znalazły się cztery ryb niebieskich a wolność odzyskały rekiny piaszczyste, ryby czarne i dwie flądry.
Bogactwo zimowych wód Atlantyku jest dostępne tylko dla tych którzy lekceważą niesamowicie brzydką pogodę odstraszającą nawet najbardziej doświadczonych rybaków i wędkarzy. Nie jeden wilk morski znalazł się w listopadzie na wodach Atlantyku przeklinając ten moment kiedy jego stopa stanęła na pokładzie łodzi i jednocześnie haftując aż do braku żółci jako bez intencyjne dziękczynienie Neptunowi-bogu morza. Ale dla tych którzy doświadczyli sukces połowów zimowych, coroczny powrót do wzburzonych ale bardzo rybnych łowisk zimowych jest nieodzownym zakończeniem sezonu wędkarskiego na Oceanie Atlantyckim.
Należy dodać że bass morski i ryba czarna jest niesamowicie smaczna i prawie w ogóle niedostępna na rynku handlowym, ponieważ użytek sieci do ich połowów jest niemożliwy. Tylko wędka umożliwia łapanie ryb które żyją w szczelinach zatopionych wraków i podwodnych raf.

Mariusz Michael Kołakowski                                                                                   Powrót